22 października 2012

|43|

 Dzisiaj wreszcie namówiłam Harry'ego do wyjścia z łóżka, bo jak już położył mnie na tej podłodze to przez kilka godzin nie chciał mnie puścić, tak samo było na drugi dzień tylko, że tym razem nie na twardej posadzce, ale miłym materacu. Teraz obiecałam sobie nie ulegać jego minom, ani prośbom tylko wstać o tej ósmej i pójść nawet samotnie w dół, ku turkusowi morza.
Tak jak postanowiłam, obudziłam się kilka minut przed śpiochemprzynajmniej tak mi się wydawało, ale kiedy chciałam już się podnieść położył na mnie swoje łapsko, a ja się rozpłynęłam. Nie, nie mogę mu ulegać, nie chce iść ze mną, jego problem. Udowodnię mu, że umiem się bawić bez niego, lepiej niż z nim samym. Zsunęłam jego dłoń ze swojego biodra, ale on był uparty i wciąż nie ustępował, cały czas kładł na mnie ciepła rękę, a wtedy serce zaczynało ruchać moje płuca.
-Zostań ze mną jeszcze czy minuty...-mruknął nie otwierając powiek tylko na ślepo błądząc po moim ciele w poszukiwaniu warg, ale ja szybko się podniosłam, chociaż niechętnie. Bez niego czułam się pusta, a kiedy byłam z nim było jeszcze gorzej, myślałam już, że mam zawał, ale chwilę później zdawalam sobie sprawę, że to tylko miłość tak na mnie działa.
Nie zdążyłam poruszyć się o krok, bo złapał mnie za rekaw szlafroka. Nie dopuszczę do tego, żeby delikatny materiał powstrzymał mnie przed chodzeniem po pięknych wzgórzach Santorini, więc nie wiele myśląc jedną ręką rozwiązałam szlafrok. Upadł na ziemie, a ja kompletnie naga podeszłam do walizki i wyjęłam potrzebne ubrania- jeansowe szorty i biało-koralową bluzkę w paski z kieszonką na piersi. Powolnym krokiem skierowałam się do łazienki, przy tym prowokujac każdym ruchem Styles'a, aby podniósł się z materaca i dołączył do mnie. Niestety nie podziałało, powinnam się zapisać na jakiś kurs uwodzenia czy kokieterii, bo zupełnie mi nie wychodziło. Nawet faceta z łóżka nie mogę wyciągnąć, ale przecież Haz był nieprzecietnym facetem, więc to szkolenie by nie pomogło przy tym śpiochu. Za nic w świecie nie wyszedłby z łóżka, aby powłóczyć się po jakimś miasteczku. 'Co z tego, że jest urocze, ja wolę pozwiedzać każdy centymetr kwadratowy materaca'-tak powiedział wczoraj, więc dziś odpowiedziałby to samo. Jutro pewnie też, więc już wolałam iść sama, niż słuchać jego narzekań jak mu gorąco czy jak buty go uwierają, kiedy schodzi z górki lub innych podobnych do poprzednich.
Umyłam się i nie kłopotałam się suszeniem włosów, bo wiedziałam, że na słońcu zaraz wyschną, a nie chciałam jeszcze ich niszczyć suszarka, bo i tak wyglądają jakby się w nią wkręciłyUbrałam się i nasmarowałam kremem z filtrem, bo lubiłam swoją jasną karnację, o którą dbałam od kilku lat, unikając słońca  jak ognia. Opuściłam zaparowaną łazienkę i kiedy zajrzałam do sypialni, zauważyłam, że pod kołdra nie ma już kochanej szopy. Jaka siła wybawila go z łóżka- teraz tylko to mnie intrygowało, nigdy wcześniej dobrowolnie nie wychodził z łóżka chyba, że jednak udało mi się... Wierzyłam w mój talent do kokietowania mężczyzn, dopóki nie zobaczyłam go jedzącego crossanta, którego musiał kupić, bo nasza zasobność rzeczy zjadalnych wynosiła -nic. No chyba, że mydło można by było zjeść na śniadanie. Podeszłam do niego na palcach i cmoknęłam w lekko zaróżowiony policzek. Uśmiechnął się pod nosem i dotknął wolną ręka moją dłońspoczywającą na jego nagim ramieniu.
-Byleś na zakupach?-zapytałam odgryzając kawałek rogala posmarowanego gruobo nutellą i biorąc kubek z jeszcze parującą kawą.
-No coś ty, ja nie wyszedłbym w samych bokserkach na miasto-usiadłam na przeciwko niego, a on delikatnie się uśmiechnął.-Poprosiłem chłopca o coś na śniadanie, ale nie wiedziałem, że za dwadzieścia euro można kupić tylko dwa crossanty. Wykorzystują biednych turystów, a oni biedni umierają z głodu.
-A nie pomyślałeś, że ten chłopak cię oszukal?-bezczelnie się z niego śmiałam. Jego lenistwo przekroczyło setny level.  Żeby wykorzystywać biedne dziecko dla własnych potrzeb? Przynajmniej ma nauczke.
-Nie...-pokręcił bezradnie głową patrząc w moje oczy.-I nie wiem czemu się śmiejesz, skoro mnie oszukał  Jaki jest tu numer na policję?-ostatnie pytanie zadał tylko dla żartów, bo on nie przejąłby się kilkoma euro, a zresztą sposób w jaki na mnie patrzył i w jaki to powiedział zdradzały wszystko.
-A wiesz, że nie wiem-odpowiedziałam zabierając drugiego rogalika, na którego czaił się już od minuty Harry.-Skoro jesteś głodny to powinnismy pójść sami po zakupy, a nie wyręczać się dziećmi.
Jęknął, wiedział, że nie zamierzam iść tylko do sklepu, ale wyciągnąć go na wielką wyprawę. Ale skoro już wyszedł z łóżka to powinnam wykorzystać ten fakt, zanim wróci pod ciepłą koldrę.
-Ale ja idę tylko do sklepu...-powiedział zakładając na siebie jakąś koszulkę rzuconą na podłogę.-I tylko żeby zjeść śniadanie, nigdzie więcej mnie nie wyciągniesz!-zastrzegł, ale ja i tak zamierzałam robić swoje. 



    No i mój plan się powiódł. Szczęśliwy Harry z rogalem w ręku nie zwracał uwagi, czy ciągnę go do domu pod górkę czy w dół ku zatoce. Jęczał tylko z powodu braku nutelli, która została na półce sklepowej. Miałam nadzieję, że to nie zmieni się nawet jak dowie się gdzie go prowadzę. Inaczej wydąłby wargi i obrażony poszedłby znowu do domu,aby runąć jak długi na materac łóżka i zasnąć.
    Myślałam już, że Hazza się zorientował, ale na szczęście skończyło mu się tylko jedzenie, miał taką minę, jakby co najmniej stałą się jakaś tragedia. Taki bezbronny dzieciak bez rogala w ręce, brakowało mi jeszcze tutaj szklanek w oczach i miałabym wzruszającą historię do brukowca. 
-Liz, ja jestem wciąż głodny-jęknął  i opadł ciężko na pomalowany na śnieżnobiały kolor murek.- Masz chociaż jakąś gumę? Muszę zabić uczucie głodu...
-Nie jęcz, idziemy dalej...!-pociągnęłam go za nadgarstek, ale nie poruszył się nawet na centymetr.- No rusz się!!!
-Możemy pozwiedzać jutro?-zapytał z nadzieją w głosie, ja stanęłam na przeciw niego i podparłam się rękami o biodra.-No proszę, ja jutro będę w stanie chodzić po Santorini, ale nie dziś!
-Wczoraj mówiłeś to samo! Bez narzekania idziemy dzisiaj pływać jachtem-przeszłam na drugą stronę murka i zepchnęłam go, bez silnie opadł na kamienną ścieżkę jęcząc z bólu. Nic mu nie poradzę na te siniaki jakie będzie miał, trzeba było się mnie posłuchać. Zza zakrętu wyszedł jakiś staruszek prowadzący osła, mruknął coś w języku grecki, co my potraktowaliśmy szerokim uśmiechem, nawet nie wiedzieliśmy co powiedział, ale pewnie coś dotyczące głupoty mojego loczka. Przeskoczyłam przez murek i na niebieskim progu jednego z  domów ujrzałam dziewczynę, pewnie zaledwie kilka lat od nas. 
-Dziadek mówił, że musicie się bardzo kochać-powiedziała świetnym angielskim, niby od niechcenia.- Już kilka par, którym wynajmował domy letniskowe wzięły ślub. Wam też to przepowiada-spojrzeliśmy oboje na siebie i powstrzymywaliśmy się od wybuchnięcia głośnym śmiechem.- Chyba, że jesteście tylko bardzo dobrze zgranymi przyjaciółmi. 
-Ja mam z tą dziewczyną żyć do końca swoich dni?-tarzał się po ziemi brudząc czystą koszulkę.- No, Liz nie obrażaj się, żartowałem. Kocham cię.
-Ha, ha, ha uśmiałam się normalnie-powiedziałam z sarkazmem i samotnie ruszyłam w dół, ku zatoce. Zanim wstał to ja już zdążyłam minąć kilkanaście domów, niestety rzucił się potem biegiem, więc znowu musiałam znosić jego obecność.  Na szczęście nikt nie zmuszał mnie do rozmowy z nim, dalszą drogę przebyliśmy w milczeniu. Tamten zbierał jakieś kwiatki z cudzych kwietników, raz potraktowano go gazetą w głowę, ale jakoś mu nie współczułam.
-Liz, momencik!-krzyknął i zaczął  wspinać się po gzymsie jednego z budynków, przystanęłam sobie z boku i zaczęłam przeczesywać palcami swoje gęste loki. Spod szkieł okularów przyglądałam się zabawnemu obrazkowi jak Harry wchodził i za chwilę się z niego ześlizgiwał. W końcu po kilku minutach wspiął się na czyjś balkon i zaczął zrywać piękne róże, zza firanki wyłoniła się wielka baba i spojrzała na niego wściekle. Miałam krzyknąć i go ostrzec,ale ta kobieta była szybsza chwyciła doniczkę i rozbiła ją na głowie biednego i nieświadomego Harolda. Ja tylko się śmiałam jak zbity pies uciekał przed nią mając wszędzie ziemię i krew. Chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy biegiem, bo usłyszeliśmy jak jakiś pies zaczyna szczekać, jeszcze odgryzłby mu pana banana i co ja bym z nim poczęła? 
Zatrzymaliśmy się dopiero na drewnianym podeście, spojrzałam na jego ranę z troską. On popatrzył na mnie swoimi pięknymi szmaragdowymi oczami, na które opadały brudne loki.
-Chyba powinniśmy pojechać z tym krwotokiem do szpitala-mruknęłam przypatrując się pulsującemu rozcięciu.- Wykrwawisz mi się...
-Pojadę jak dostanę buziaka na przeprosiny!-powiedział wkładając jedyną różę jaką zdobył w moje włosy.
-Chyba śnisz!-odsunęłam się od niego i popatrzyłam jak na umysłowo chorego.- Ja mam cię przepraszać?! Chyba ci faktycznie na mózg rzuciło!
-Co ci szkodzi jeden pocałunek?
Nie odpowiedziałam tylko ruszyłam na górę słysząc za sobą jęki należące do chłopaka,  z którym będę musiała przetrwać jeszcze kolejny tydzień w Prowancji, o ile nie wyląduje na ostrym dyżurze.


Od autorki: Hoopy została zmuszona do dodania tego o to rozdziału przez Dev, więc jej dziękujcie, a nie mnie. Wybaczcie za dea tygodnie przerwy, ale w zeszłym tyg. miałam wesele ciotki, w tym w sobotę przemeblowanie i impreze + koncert ulubionego wokalisty mojej mamy, więc nie było kiedy. Dlatego dzięki Dev dzisiaj dodaję o to ten rozdział, który jest średniej jakości, ale go dodaje.
Napisany dawno,dawno temu xd teraz moją głowę zajmuje gimbaza, bliźniacy,hiszpański,bliźniacy,włosy bliźniaków,dziewczyny bliźniaków,opowiadanie o bliźniakach (miał być tajny projekt jak na razie, ale jak tu o nim nie wspomnieć skoro jest o BLIŹNIAKACH) . Jak na razie dzisiaj wpadłam na nową koncepcję, więc powoli,powoli zbliżam się do pisania czegokolwiek,o ile znajdę chwilę tak jak dzisiaj na historii . 
Dobra nie zanudzam was oopowieściami o Bliźniakach.(boże dlaczego idealni ludzie chodzą ze mną do ZS nr 3 we Wrocławiu? :C ) 
Pewnje powiecie, że ten po lewej jest łądniejszy, ale móię wam, teraz jak Tomek (prawa, czapka, dwje torby) sję ściął wygląda dużo lepiej, ale nje umjem z nim gadać, Adaś jest bardziej rozmowny xd
A teraz pójdę się modlić, żeby nie dostali "przypadkiem" od moich znajomych linka do bloga i tej notki.

3 komentarze:

Ania pisze...

Cuudny rozdział *__* dziękuję Ci Dev z całego serducha <3 mmhmh nieźli bliźniacy :D

the-GOOD-day-is-not-BAD pisze...

Strasznie fajny post : )

Caroline pisze...

Zepsułam samoczynnie moje oczekiwanie na każdy kolejny rozdział tego opowiadania.. Zgubiłam gdzieś samą siebie pośród natłoku obowiązków. Nie mogę za to przeprosić. Mogę spróbować błagać cię o zrozumienie. Trwałam tutaj. Przebywałam. Czytałam.
Z ciekawym i intrygującym opowiadaniem jest tak, że trzeba na nie wpaść zupełnie przypadkowo. Takie historie zwykle pieszczotliwie zwałam nazywać perełkami. Zwykle szukałam opowiadań po części odzwierciadlających moją osobowość, stan ducha, czy humor, jeśli w danej chwili potrzebuję czegoś, co pokrzepi moją duszę i zszargane nerwy. Niestety rzadko kiedy się tak zdarza, więc powinnam aplikować każdy rozdział tej historii powili, dobitniej i prawdziwie. Uczyniłam coś zupełnie odwrotnego. Straciłam swoją magię, ale powoli znów ją odszukują, bo każde z zapisanych powyżej słów daje mi siłę. Nie mam zamiaru rozpisywać się na temat błahostek - wystarczy świadomość, że brakuje mi zwięzłych myśli zagłębiając się w czytanie każdego słowa, które wyszło spod twoich utalentowanych paluszków. Karmię się nimi. Łaknę ich. Niekiedy nawet trudno jest mi zrozumieć, skąd biorą się tacy utalentowani ludzie. Te uczucia, które kradną moje serce. Te przemyślenia, ulotne tchnienia nadziei. To wszystko sprawia, że mam chęć czytać coraz to nowsze rozdziały, a niekiedy modlę się tylko o to, aby rozdział ukazał się jak najszybciej. Chyba jestem od niego uzależniona.
JBluvsBsbycakes
Love xx