20 sierpnia 2012

|37|


We czwórkę zajęliśmy miejsca przy uroczym stoliku stojącym na uboczu przy wielkim oknie, które sięgało od podłogi, aż do sufitu. Nie wstając od stołu można było wpatrywać się w błyszczącą wstęgę, którą była rzeka Hudson, w której odbijały się światła miasta. Nowy Jork był ogromny w porównaniu do Londynu, który był trzy razy mniejszy; tutaj każdy budynek sięgał chmur, a nie jak w moim rodzinnym mieście tylko w centrum były wieżowce, nawet w połowie nie wysokie jak te.
-O czym myślisz?-zapytał szeptem tak samo podniecony Harry, który siedział obok mnie. Uśmiechnęłam się i uścisnęłam pod stołem jego dłoń.
-Podziwiam panoramę...-odpowiedziałam wciąż lekko zamyślona.-A ty?
-Ja natomiast Twoje piękno, nie mogę się na nie napatrzeć-kiedy powiedział to spłonęłam rumiencem, nawet Liam siedzący naprzeciwko mnie to zauważył.-Mówię samą prawdę-pokazał mi swoje dołeczki, a mnie naszła ochota, aby go pocałować, ale nie wypadało. W okół było mnóstwo ludzi, zapewne uznaliby nasze zachowanie za nieodpowiednie.
-Hazza, zajmij się lepiej swoim talerzem-odparła Danielle posyłając mi serdeczny uśmiech.-A Ellie daj spokój, przez ciebie cały czas się rumieni.
-Co jest rzadkością...-wtrącił Payne, milczący dotychczas.
-Masz coś konkretnego na myśli...?-zapytałam podejrzliwie. Mogłam się założyć ,że Dani nie wiedziała o tym co robił ze mną, nawet wtedy kiedy już się ze sobą zeszli.-Bo jakoś sobie nie przypominam żadnych zawstydzających chwil...
-Nieważne-machnął widelcem trzymanym w prawej ręce.
-A jednak zacząłeś ten temat, a jeżeli coś się zaczyna to wypada też to skończyć-powiedziałam stanowczym tonem, Payner powoli mnie denerwował swoim infantylnym zachowaniem, ale nie chciałam się kłócić ze swoim eks w restauracji przynosząc wstyd pozostałej dwójce, ale on sam się o to prosił.
-Kochanie, uspokój się- Styles popatrzył na mnie wielkimi smutnymi oczami i musnął opuszkami mój policzek.-On nie jest wart twoich nerwów-to powiedział już szeptem prosto do mojego ucha.
-Liam, zachowujesz się jak dziecko-stwierdziła Peazer wydymając wargi.
-A ona niby nie?-wskazał na mnie, a jego dziewczyna wywróciła oczami.
-Ona ma imię-dolałam tym wtrąceniem oliwy do ognia nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
-Dani, stwierdzam, że oboje zachowują się niezbyt poprawnie-dodał mój chłopak nie zwracając uwagi na to, że wciąż tu jesteśmy.-Skoro skończyliśmy może opuścimy ten lokal, bo jest tu strasznie duszno...
   W odpowiedzi wzruszyłam ramionami i pozwoliłam Haroldowi pomóc mi założyć płaszcz. Zaczekaliśmy jeszcze na pozostałą dwójkę i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że najlepiej byłoby przejść się wzdłuż rzeki, a nie po głośnym i ruchliwym o każdej porze dnia Times Square, który był niczym Piccadilly Circus. Wsiedliśmy do taksówki, bo Payner zmowil się z loczkiem, więc nawet gdybym zrobiła awanturę to nic by nie poskutkowała. Osobiście wolałabym pójść jedynie z Harrym, towarzystwo Paynee'go nie było najlepszym rozwiązaniem. Każdy powinienen pójść w swoją stronę ze swoją połówką,a nie całą grupą iść na romantyczny spacer. Tak wiem nic mi nie pasuje, powinnam być bardziej tolerancyjna, w końcu może nie pokłócę się z Payne'em i wszystko będzie znośne.
-Nie złość się, przecież wiesz, że i tak oni nie będą się liczyć jeżeli będziemy razem-szepnął kiedy wsiadaliśmy do środka, na moje nieszczęście miałam miejsce pomiędzy JigglyPuff'em i moim kochaniem. Ten pierwszy cały czas się wiercił i nic mu nie pasowało. Dopiero po kilku minutach stania w korkach opanował swoje ADHD i zaczął mi się uważnie przyglądać, nie zwracając uwagi na Peazer. Ona natomiast była w niego wpatrzona jak w obrazek, nic innego dla niej nie istniało, oprócz jej ukochanego. Nie zasługiwała na niego, powinna z nim skończyć i być z kimś kto szanowałby ją i kochał jak ona jego. Powiedziałabym to jej, ale miałam zwyczaj nie wtrącać się w cudze sprawy, nie zamierzałam się nikomu narzucać, ani otwierać oczu.
-Liz chyba miała racje szybciej dotarlibyśmy tam na piechotę-mruknął znudzony loczek spoglądając na mnie.-Ale skoro jesteśmy już w tej taksówce to powinniśmy dotrwać...
-Aż tak ci się nudzi?-zapytałam posyłając mu subtelny uśmiech. W odpowiedzi skinął głową, a ja zaczęłam bawić się jego loczkami; owijałam je wokół palca, a zaraz potem je zsuwałam.-Nie przeszkadza ci, że cię czochram?
-Lubię jak mnie dotykasz-dotknął mojego kolana, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.-Poza tym tylko ty i Lou możecie się nimi bawić.
-Och-wymknęło mi się, a on położył głowę na moim ramieniu patrząc na mnie z czułością. Kierowca nagle się zatrzymał, tak gwałtownie, że zarzuciło nami.
-Keviny, zanim was wypuszczę moglibyście się podpisać dla mojej córki?-podał kartkę Stylesowi razem z długopisem.
-A jak się nazywa?-zapytał mój Harold, robiąc szybkim ruchem swój podpis.
-Samantha-odpowiedział speszony. Kawałek papieru powędrował do rąk Payne'a i po chwili wrócił znów do rąk taksówkarza.-Dziękuję, może to jej wynagrodzi, że nie zdążyłem kupić jej biletów na Madison Square Garden.
   Mój chłopak się trochę zasmucił, nieoczekiwanie wyrwał papier z rąk mężczyzny i nagryzmolił, że ją kocha i żałuje, że nie będzie jej na ich koncercie, więc zaprasza ją do ich kompleksu. Zwrócił kartkę kierowcy i czekaliśmy na jego reakcje. Najpierw zrobił wielkie oczy, potem przeczytał wszystko jeszcze raz, żeby się upewnić, że na pewno nie majaczy, następnie spojrzał na mnie i Hazze z wielka wdzięcznościa w oczach. Styler jedynie się uśmiechnął jakby robił to codziennie, a ja uścisnęłam jego szczupłą dłoń. 

  
   Odeszliśmy powoli trzymając się za ręce i spoglądając w nasze teczowki. W tyle zostawilismy dwójkę, która zaciekle o czymś dyskutowała, kiedy się odwracałam przyłapywałam Liama na tym, że ukradkowo mi się przyglądał.

   Usiedliśmy na barierce, a właściwie tylko ja tam klapnęłam, a on stał za mną i przytulał mnie do swojego torsu, jakbym była najważniejsza rzeczą na świeciePodziwialiśmy panoramę na miasto z drugiego brzegu Hudson, ale w sumie chyba tylko ja przyglądałam się budynkom odbijającymi się w tafli wody, bo Styles patrzył się jedynie na mnie.
-Kocham cię-mruknął całując jego ulubione miejsce za moim uchem.-Kocham, kocham, cholernie cię kocham.
Nigdy nie oczekiwałam od niego takich wyznań, więc kiedy to powiedział w pierwszej chwili uznałam, że żartuje. Dopiero z każdym kolejnym słowem "kocham" zrozumiałam, że mówi poważnie. Bylam w szoku...Może jednak powinnam dzisiaj mu powiedzieć o ciąży...? W końcu jeżeli mnie kocha to zrozumiałby wszystko, nawet zaistniałą sytuacje. Milczałam przez jakieś dwie minuty i wreszie zdecydowałam się odezwać:
-Ja Ciebie też, nawet nie wiesz jak bardzo.
-To czemu nie powiedziałaś tego od razu?-nie chciał się kłócić, ale sprawiłam mu przykrość tym, że nie odezwałam się od razu.
-Bałam się, że ty tylko tak mówisz, żeby było mi przyjemniej ja sercu, ale dopiero potem zrozumiałam ,że naprawdę mnie kochasz-nie odpowiedział tylko wpił się w moje usta, a ja odwzajemniłam pocałunek równie gorliwie.
-Jak mogłaś tak pomyśleć?-zapytał kiedy się od siebie oderwaliśmy.-Jesteś dla mnie czymś więcej, Liz. Nigdy bym Cię nie wykorzystał, ani nie skrzywdził. Kocham Cię, to chyba powinno wyjaśnić wszystko i z pewnością to nie jest przelotne uczucie, bo trwa odkąd zobaczyłem Cię w restauracji w tym obrzydliwym fartuchu z notesikiem w ręce. Twoja szefowa chciała Cię zabić, a mimo to ty się do nas uśmiechałaś i obsłużyłaś nas z uśmiechem na twarzy. Oddałbym wszystko, żeby cofnąć czas i nie proponować ci tatuśka. Straciłem tym Ciebie, możliwość tego, żebyś mnie pokochała. Później jeszcze wybrałaś Zayna, a do mnie przyczepiła się siostra Niall'a, której imienia już nie pamiętam. Gdybym nie zaproponował tego nic nie wartego "związku" pewnie wybrałabyś mnie zamiast Malika, który i tak cię zranil. Powinienem był cię ochronić przed nim albo chociaż cię ostrzec, ale pewnie i tak byś mi nie uwierzyła.
-Cii...-położyłam palec na jego ustach.-Najważniejsze jest to, że i tak jesteśmy razem.
   Więcej już nie mówiliśmy, nie było potrzeby. Rozumieliśmy się bez słów, wystarczyło spojrzeć w oczy drugiej osoby i wiedziałam już co powiedziałby mi. Jedyne co przerywało ciszę to szmer rozmów Danielle i Paynera.

Od autorki: cześć, czołem. dawno mnie tu nie było, ale najmocniej przepraszam. Wciągnęła mnie praca nad nowym blogiem, który się ukaże kiedy opublikuje na tym blogu 50 rozdział. Najprawdopodobniej pierwszego września dodam 1 rozdział na swojego tumblra. Więc jeżeli ktoś byłby chętny to zapraszam link do tumblra

10 komentarzy:

domka. pisze...

o ja *.* chce kolejny.
doomka.

Devonne™ pisze...

zajebiste zajebiste zajebiste zajebiste...zajebiste. pisz częściej, bo jak już ci pisałam na tt, wchodzę na twojego bloga co 5 minut, by sprawdzić i ucieszyć się na widok nowego rozdziału. :) xxxxx

Yourdestiny pisze...

NO i kiedy ona mu powie? A masz już napisane wszystkie rozdziały dziecko drogie? W ogóle patrz jak żeśmy się zgrały, ja dodałam 37 i ty też :D Oh, jestem ciekawa jak on zareaguje na dziecko. Niby ją kocha, ale zobaczymy, zobaczymy :D

Anonimowy pisze...

Boskie, zajebiste ekstra zajebiste i przezajebiste:D chce next... pisz czesciej bo tak jak wyzej Devonne spradzam co 5 min czy nie ma nn ... A tak wgl kiedy next? czekam :*

alse pisze...

znowu nadrabiam rozdział :D
miczełkę mę żonę to kutasę bo
kurde nie wiem czemu. haha kutasie ♥ zajebiscie sie czyta te twoje opowiadanie. a ten mi sie bardzo podobał i te zakonczenie <3

Anonimowy pisze...

trafilam przez przypadek i chyba zaczne czytac od paczaku

Anonimowy pisze...

początku*
super to opwowiadanie wciągnęło mnie <3

PatiMalik

polkakil pisze...

BOSKI !!!!!!!
Kiedy mu w końcu powie ?♥

Horanowa58 pisze...

Cudowne ; *
Zapraszam do mnie : http://directionlover.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

świetny :) zastanawiam się, kiedy Liz powie Hazzie ; d i wql jak on zareaguje :D domyślam sie, że Liam dalej coś czuje do Liz, albo coś podejrzewa xd czekam na kolejny :)
@dusia_pl