26 stycznia 2013

|47|

-Długo będziesz tu jeszcze siedzieć?-zapytałam po dobrej godzinie leżenia wciąż pod łóżkiem. Każdy mięsień zaczynał mnie już boleć, a ręce stały się zimne. Jednak wolałam przebywać tutaj niż patrzeć jak Dominique mnie obserwuje.
-Tak długo, dopóki stamtąd nie wyjdziesz-odparła podnosząc się z ciasnego łóżka.- Zresztą nie tylko ja zaraz tu będę...
-Nie mów, że kazałaś Harry'emu się zerwać z prób w studiu, żeby teraz patrzył na mnie, kiedy żałośnie się kulę pod łóżkiem-jęknęłam; w głębi duszy chciałam wystać i walnąć w twarz siostrę Hazzy, ale wciąż tkwiłam w tym samym ciasnym miejscu pod materacem.- Jeżeli to zrobiłaś już nie żyjesz.
-Nikt nie mówił, że dzwoniłam do mojego brata, dobrze wiem jakby zareagował, wolę nie ryzykować twojeog życia i mojego-powiedziała i w tym momencie otworzyły się drzwi do pokoju. Z mojej pozycji mogłam dostrzec tylko obłocone buty, założone w pośpiechu, bo sznurówki niedbale opadały na ziemię. Kojarzyłam je skądś, ale właściciela nie mogłam sobie przypomnieć.
-Gdzie ona jest?-usłyszłam zatroskany głos, rozpoznałabym go zawsze. Był najkochańszym głosem na tej pół kuli.  Wiedziałam, że Dommy wskazała na łóżko pod którym teraz przebywałam.
-Zostawię was samych-mruknęła i opuściła sypialnię, ja natomiast zwinęłam się w jeszcze mniejszy embrion, o ile było to możliwe.
    Payne szybkim ruchem przesunął drewniany stelaż z materacem i spojrzał na mnie, znałam ten wzrok. Nie minęła sekunda kiedy opadł na kolanach i przytulił mnie do swojego torsu, dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że autentycznie się trzęsłam. Kiedy poczułam jego charakterystyczny zapach mięty i wody kolońskiej po moich policzkach popłynęły strumienie łez.
-Ciii...-szepnął całując mnie w czubek głowy.- Wszystko będzie w porządku, nie płacz, proszę... Ellie, jestem przy tobie... No nie płacz, bo ja zaraz się rozkleję...
-To płacz razem ze mną-odburknęłam przez łzy, widząc jego wyraz twarzy moje kąciki ust zadrgały i minimalnie się uniosły. Nie miałam pojęcia dlaczego tak na mnie działał, ale był moim słońcem, które ratowało mnie z objęć ciemności.-Dziękuję, że jesteś... Zawsze wtedy kiedy cię potrzebuję... Przperaszam cię, że cię odrzucałam przez tyle czasu, ale nie chciałam ryzykować...
-Ale dlaczego chciałaś ryzykować?-był zdziwiony, uniósł gęste brwi, nie chciałam mu o tym mówić, ale teraz nie miałam innego wyjścia. Chciałam cofnąć czas i już nigdy więcej o tym nie wspominać.-Powiedz mi, proszę...
-Nie chciałam ryzykować, że się w tobie jeszcze bardziej zakocham-odparłam i wtuliłam się w jego ramie, oczekując, że ochroni mnie przed jego wzrokiem i wszystkim innym.
-Kochasz mnie?-zapytał głośno przełykając ślinę, uniósł głowę w stronę sufitu, nie wiedziałam co to miało znaczyć.Wziął głęboki oddech i czekał na moją odpowiedź, ale ja nie zamierzałam mu nic mówić. I tak za dużo powiedziałam, nie powinnam mu wspominać o tym, że wciąż coś do niego czuję.-Odpowiedz..-zaczął delikatnie, ale nie uzyskawszy żadnej reakcji.-Odpowiedz!-podniósł głos, rzadko na kogokolwiek krzyczał, na mnie nigdy, aż do teraz.- Jak mam potrkatować twoje milczenie? Mam sobie pójść...?-chciał mnie od siebie odsunąć, ale ja jęknęłam w proteście i mruknęłam ciche "nie".
-Zostań-poprosiłam, spojrzał na mnie zdziwiony.-Nie zostawiaj mnie tutaj samej, proszę...
-Ale po co mam tu siedzieć, skoro nie jestem pewncy co do twoich uczuć...?-nie dawał za wygraną, ale ja byłam tak samo twarda jak i on, ale kiedy odsunął sie ode mnie nie wytrzymałam.
-Kocham cię, więc proszę nie odchodź...-najwyraźniej na to czekał, wtuliliśmy się w siebie i oboje zaczęliśmy cicho łkać.
-Nigdy nie odejdę-szepnął mi do ucha i spojrzeliśmy sobie w oczy, nie tylko ja miałam w nich szklanki-i nie pozwolę tobie odejść-mocniej mnie przycisnął do swojego rozszalałego serca.-Słyszysz jak bije?-zapytał, ale nie poczekał chwili na odpowiedź-Bije tylko dla ciebie, przez te miesiące bez ciebie czułem pustkę. Kiedy jestem z tobą to miejsce-wskazał na miejsce skąd dudniło jego serce- na nowo odżywa, nie zionie pustką, ani nie krwawi, więc proszę cię tylko o jedno, nie zostawiaj mnie, bo jeszcze raz nie przeżyję tej rozłąki.
    Kiedy skończył mówić, ja jeszcze bardziej sie rozkleiłam i w głębi duszy chciałam siebie zabić. Sprawiałam przykrość osobie, którą jedynie kochałam, on był moją miłością, a ja głupia odeszłam od niego dla Zayna. Potem kiedy Malik mnie zranił od razu wpadłam w ramiona Harry'ego, który darzył mnie takim samym uczuciem jak ja Liama. Nie chciałam go ranić, wiem jak to jest kiedy druga osoba tego nie odwzajemnia. Dlatego nie mogłam dłużej tu stać. W ramionach innego. 
    Odsunęłam się od Payne'a i z nikłym uśmiechem stwierdziłam, że muszę na chwilę pójść do łazienki, która znajdowała się na dole. Miał tu na mnie czekać, widziałam iskierki w jego oczach i jak się uśmiecha, bo wie, że wróciłam do niego i teraz będziemy na zawsze razem. Wiedziałam, że długo nie będzie się cieszył, w końcu zaraz zniknę z jego życia, tak samo szybko jak pozwoliłam dopuścić do tego, że dowiedział się o moim uczuciu. Nie chciałam mu tego robić, ale jednak nogi same poniosły mnie na zimny chodnik i zmusiły do biegu, który sprawiał, że moje płuca odmawiały posłuszeństwa. 


      Już po raz kolejny obszedłem salon w domu Liz, który nie należał do największych, więc kilkoma krokami pokonywałem dystans spod drzwi kuchni do okna i z powrotem. Mało brakowało, żebym wydrążył mały tunel w bambusowych panelach. Czekałem dobrą godzinę na Dominique, która miała przyprowadzić do domu Ellie, która nagle przepadła. Jakieś dziewięćdziesiąt minut temu zadzwonił telefon, po którym moja siostra nic nie mówiąc wybiegła z domu. Dopiero później zadzwoniła do mnie i wyjaśniła, że wyszła, aby poszukać mojej Lizzy.
     Niepokoiłem się, nie wiedząc nawet dlaczego. Ręce mi się trzęsły, więc postanowiłem przejść się po najbliższym kwartale, aby mój mózg odrzucił jakieś złe myśli, które z minuty na minutę były coraz mniej kolorowe.
    Nie zauważyłem nawet kiedy trafiłem pod niewielki plac z szczekającymi czworonogami w ciasnych klatkach. Schronisko zapewne, nikt w Londynie nie trzymał, aż tak dużej ilości psów w jednym miejscu. Przekroczyłem drewnianą bramkę i z uśmiechem podszedłem do kojca, aby pogłaskać przemiłego kundelka wesoło machającego ogonem. Każdy pies merdał kikutem jakby miał mu zaraz odpaść, kiedy podchodziłem bliżej. Zajrzałem do środka budynku, żeby pooglądać kolejne zwierzaki, w środku dostrzegłem  niewysoką szatynkę, z pięknym uśmiechem. Stała przy mniejszym kojcu trzymając na rękach małego kociaka, szybkim krokiem podszedłem do miejsca gdzie stała i przyjrzałem się wszystkim kotkom.
    Patrząc na nie stwierdziłem, że jeżeli przez najbliższe miesiące, kiedy mnie nie będzie Liz będzie kompletnie sama, więc chyba kot do towarzystwa by sie jej przydał. Przecież one były takie słodziutkie, szczególnie ten, którego piękna nieznajoma trzymała na rękach. Tuliła go jak swoje dziecko do swojej piersi, a pupilek przyjemnie mruczał.
    Dziewczyna najwyraźniej zauważyła, że przyglądam się kociakowi, więc zapytała:
-Chcesz potrzymać małego Pepe?-podała mi go z szerokim uśmiechem, spojrzała na mnie swoimi wielkimi zielonymi oczami, wzdłuż mojego kręgosłupa przeszedł ciepły, przyjemny dreszcz, a moje kolana na moment straciły środek ciężkości. Przełknąłem głośno ślinę i odebrałem od niej małego kocurka, który od razu przyczepił się pazurkami do mojego swetra, kiedy zacząłem drapać go za uchem zaraz zamknął wielkie paczadła i zamruczał.- O dziwo cię lubi... Przy okazji jestem Destiny-podała mi rękę, a ja jedną wolną ją uścisnąłem.
-Harry-przedstawiłem się i jeszcze raz zdołałem się przemóc spojrzeć w jej oczy.-Mogę adoptować tego kotka?
Początkowo zdziwiona uniosła brwi, ale moment później posłała mi szeroki uśmiech i skinęła trochę zbyt energicznie głową. Przez cały czas kiedy podpisywałem różne papiery dotyczące adopcji kota nie mogłem się skupić nad niczym innym, niż pięknej Destiny, która stała ode mnie jedynie kilka centymetrów. Jej obecność nad wyraz dziwnie na mnie działała, nigdy mi się nie zdarzało, że zwykłe spojrzenie sprawiało, że serce wykonywało skomplikowane akrobacje, pewnie gdyby nie żebra dawno by już wyskoczyło. Myślałem kilka minut nad tym, aby zapytać ją o numer, ale w końcu się przemogłem, co prawda cała prośba była wymówiona łamliwym głosem, ale ona tego nie zauważyła, a nawet jeżeli to potraktowała to jako urocze i chwilę później miałem żółtą karteczkę z kilkoma cyframi, z których prawdę mówiąc cieszyłem się bardziej, niż z miliona innych rzeczy. Miałem różne dziwne przeczucia odnośnie tej dziewczyny, ale to, że zawróciła mi w głowie wiedziałem na pewno, już nie przejmowałem się jakimiś nieistniejącymi problemami mojej dziewczyny, bo w głowie miałem tylko oszałamiający uśmiech i niebiańskie oczy, które przyprawiały mnie o szybsze bicie serca i motylki w brzuchu. Nie wiedziałem co z tym zrobić, w końcu miałem dziewczynę, szczególnie, której obiecałem wierność i to, że zaopiekuję się jej maleństwem, które zmajstrował jej jeden z moich kumpli. Nie mogłem jej teraz zostawić ze wszystkim, moja siostra, jak i matka nie spojrzałyby mi w oczy, szczególnie, że moja mama już zaakceptowała Lizzy i to, że planujemy razem wspólną przyszłość.
    Nie wiedziałem co nastąpi, ale postanowiłem się tym nie martwić, mając małego kociaka w swoich dłoniach, on pozwolił mi uwolnić się od tych wszystkich złych myśli.



3 komentarze:

Ann B. pisze...

wow *_*
dobrze że powróciłaś :)
czekam nn ^^

Kamz i idioci. pisze...

DŁUŻEJ NIE MOGŁAŚ PISAĆ?!
GRR ... Już nie mogę doczekać się kolejnego <333
Więc pisz pisz pisz <333

Anonimowy pisze...

Ooooch kocham cię, wiesz ? Jak nie wiesz to już wiesz. Lizzie się zabije ? Czy znowu bedzię z Liam'em i tak w kółko ? Biedny Harry, może Destiny go pociesz ;) koocio <3 składny komentarz, ale to już u mnie chyba norma nie ? Twoja fanka #1 Ania :3